Święta, święta !
Już za tydzień święta.
Ostatni tydzień na ostatnie zakupy, ostatnia szansa żeby jeszcze wymyślić jakiś prezent dla najbliższych.
My jesteśmy w tej szczęściwej sytuacji, że wszystkie prezenty są już kupione i tylko czekamy na pierwszą gwiazdkę, żeby schować je pod naszą choinką w rozmiarze S.
Jeszcze tylko jakieś pyszności na wigilijny stół i gotowe. To będą nasze pierwsze święta w trójkę (a raczej w czwórkę, bo przecież Alma też ma swoje miejsce w rodzinie). To zupełna dla nas nowość.
Gdyby jednak miało nam się zrobić smutno, z dala od ukochanych rodzin, to w drugie święto wybieramy się do naszych przyjaciół Coleman'ów do Anglii i mamy zamiar spędzić tam wesoły tydzień :)
W ostatnich dniach była u nas mama. A raczej powinieniem napisać - babcia Gizia. Tak bardzo stęskniła się za swoją wnusią (ostatnio widziała ją w lipcu), że mimo autokarowych trudów i znojów przyjechała do nas z torbą pełną polskich smakołyków i spędziła u nas bardzo sympatyczne 10 dni. Oj, bardzo lubimy mieć rodzinę blisko, choćby na krótko. Mama vel babcia z Mają ubawiły się po pachy.
Moje plecowe rewelacje na razie ucichły. Puki co operacja zawieszona. Skoro ból nie wraca, nie ma co się wyrywać. Zobaczymy jak to będzie. W każdym razie, biorę to na chłodno i nie myślę za dużo.
Wszystkim Wam życzymy wspaniałych i uśmiechniętych świąt i wiele wiele pomyślności na nowy rok 2006.
Dosiego roku!
Łukasz, Asia i Maja
P.S. Spróbujemy w wigilię podsłuchać, czy Alma coś mówi. Ale skoro ona jest z pochodzenia Francuzką, to możemy i tak nic nie zrozumieć. Cała nadzieja w tym, że jest dwujęzyczna :)
Ostatni tydzień na ostatnie zakupy, ostatnia szansa żeby jeszcze wymyślić jakiś prezent dla najbliższych.
My jesteśmy w tej szczęściwej sytuacji, że wszystkie prezenty są już kupione i tylko czekamy na pierwszą gwiazdkę, żeby schować je pod naszą choinką w rozmiarze S.
Jeszcze tylko jakieś pyszności na wigilijny stół i gotowe. To będą nasze pierwsze święta w trójkę (a raczej w czwórkę, bo przecież Alma też ma swoje miejsce w rodzinie). To zupełna dla nas nowość.
Gdyby jednak miało nam się zrobić smutno, z dala od ukochanych rodzin, to w drugie święto wybieramy się do naszych przyjaciół Coleman'ów do Anglii i mamy zamiar spędzić tam wesoły tydzień :)
W ostatnich dniach była u nas mama. A raczej powinieniem napisać - babcia Gizia. Tak bardzo stęskniła się za swoją wnusią (ostatnio widziała ją w lipcu), że mimo autokarowych trudów i znojów przyjechała do nas z torbą pełną polskich smakołyków i spędziła u nas bardzo sympatyczne 10 dni. Oj, bardzo lubimy mieć rodzinę blisko, choćby na krótko. Mama vel babcia z Mają ubawiły się po pachy.
Moje plecowe rewelacje na razie ucichły. Puki co operacja zawieszona. Skoro ból nie wraca, nie ma co się wyrywać. Zobaczymy jak to będzie. W każdym razie, biorę to na chłodno i nie myślę za dużo.
Wszystkim Wam życzymy wspaniałych i uśmiechniętych świąt i wiele wiele pomyślności na nowy rok 2006.
Dosiego roku!
Łukasz, Asia i Maja
P.S. Spróbujemy w wigilię podsłuchać, czy Alma coś mówi. Ale skoro ona jest z pochodzenia Francuzką, to możemy i tak nic nie zrozumieć. Cała nadzieja w tym, że jest dwujęzyczna :)

