czwartek, sierpień 25, 2005

Powoli lato się kończy.

W Polsce ponoć ładnie, ale u nas szaro i raczej chłodno. Dużo padało i zalało pół Szwajcarii. Na szczęście my mieszkamy na wzgórzu i nic nam nie grozi.
U nas wszystko dobrze. Tygodnie mijają niepostrzeżenie. Majunia rośnie w oczach, codziennie czymś nowym nas zaskakuje. Od tygodnia je kaszkę i przecier jabłkowy łyżeczką (trzymaną przeze mnie ma się rozumieć) i widać, że jej smakuje. Zaczęła wydawać z siebie piski i okrzyki radości, gada po swojemu do misiów i calutki czas się usmiecha. Nasza gwiazdeczka kochana.
U Łukasza w pracy dobrze, sprawdza się na nowym stanowisku i nowych obowiązkach i do domu wraca zadowolony. A o to przeciez chodziło.
A ja siedzę w domu z naszą córeczką i doskonalę się w byciu mamą. Jest naprawdę fajnie mieć taką słodką i maluśką córunię. Bardzo lubię być mamusią Mai :).

Pozdrowienia dla wszystkich

Joasia

niedziela, sierpień 07, 2005

Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej


No to wróciliśmy.
Już tydzień temu. To były bardzo udane wakacje. Prawie trzy tygodnie z dala od codzienności i wśród najbliższych.
Tydzień w Bydgoszczy, tydzień w Gnieźnie i jeszcze kilka dni we Władysławowie, wśród tłumów letnich wczasowiczów.

Pojechaliśmy i wszędzie dostawaliśmy się naszym samochodem, który przeszedł ten test śpiewająco. Na niemieckich autostradach 180km/h nie robiło na nim (ani na nas) większego wrażenia.
Kilka statystyk z komputerka pokładowego:
Łączny czas jazdy (do, z i po Polsce) - 37:45h
Przejechany dystans - 3237km
Ilość spalonej benzyny - 307.5 litra
Średnie spalanie - 9.5l/100km
Średnia prędkość jazdy (licząc i autostrady i drogi osiedlowe) - 86km/h

Droga w jedną stronę to około 13h jazdy (z wliczonymi przystankami). Bardzo martwiliśmy się jak Maja to zniesie. Postanowiliśmy ten dystans, w obie strony, pokonać nocą i to był strzał w dziesiątkę. Nasza córunia nie przejęła się zbytnio dystansem i spała jak susełek, gdy tylko słyszała dzwięk silnika. Złote dziecko.

Maja ukradła serca całej rodziny. Babcie, dziadki, wujki i ciocie, kuzini i kto tylko jeszcze oszalały na jej punkcie. Maja była z resztą nad wyraz grzeczna i tym bardziej wszyscy ją pokochali :)

Było wspaniale. Spędziliśmy czas bardzo rodzinnie. I w Bydgoszczy i w Gnieźnie nie brakowało przemiłych chwil i wspaniałej, rodzinnej, ciepłej atmosfery. Władysławowo też ugościło nas miło - hotel, w którym się zatrzymaliśmy polecamy wszystkim.

Po takich wspaniałych wakacjach, do domu wraca się chętnie i bez poczucia, że powinny być dłuższe. Jasne, że zostałoby się jeszcze, ale wszyscy mamy poczucie, że "nabyliśmy się".
Przekonaliśmy się też jak wspaniale byłoby mieszkać bliżej rodziny i częściej widywać najdroższych. Ale taki już los emigranta - coś za coś - jak mówią.

Ja, tuż po powrocie, zacząłem pracę w nowej firmie i puki co jestem bardzo zadowolony. Kiedy będę miał więcej refleksji na pewno napiszę parę słów.

A na razie zapraszam Was do obejrzenia zdjęć z naszych wakacji i pozdrawiam do następnego razu.
Pa pa.
Łukasz z Asią i Mają :)