środa, kwiecień 27, 2005

We trójkę.

Odkąd Maja jest z nami, dni mijają prawie niepostrzeżenie. Codzienna bieganina między zmienianiem pieluszek, karmieniami i przytulaniem jest tak absorbująca, że nie ma czasu na nic innego. Ale i tak uwazam, że nasza córunia jest bardzo dla nas łaskawa. Właściwie nie ma problemów ze spaniem, rzadko marudzi. Powolutku, spokojnie całą trójką docieramy się i organizujemy. Po początkowym chaosie, mozna powiedzieć, że osiągnęliśmy już wstępny ład.
Maja nadal jest pod opieką lekarzy. Co parę dni musimy jeździć do szpitala na kontrolę poziomu bilirubiny. Wczorajszy wynik był naprawdę dobry, choc jeszcze nie idealny. Czekamy więc aż nasza królewna pozbędzie się tego paskudztwa i będzie już w pełni zdrowym bobaskiem.
A mamusia ma się znacznie lepiej :). Spółdzielnia Mleczarska "Joanna" działa bez zarzutu, wprost zalewając usteczka Mai mleczkiem. Ciężko jest się przestawić na nocne wstawanie i karmienie na pół śpiąco, ale to też, myślę, kwestia czasu.
Bycie mamusią bardzo mi się podoba i z radością patrzę na moje przybierające na wadze dziecko i jej okrąglusie policzki.
Obiacałam napisać coś o porodzie, ale może się powstrzymam. Nie chcę straszyć przyszłych potencjalnych mamuś ;). He he he. Krótko - było dość szybko, bo 3 i pół godziny. Bez znieczulenia (ała!!!!!!) i w trzech językach. No musze Wam się teraz przyznać, że ani okres ciąży, ani poród nie będą moiomi ulubionymi wspomnieniami. Jestem szczęśliwa, że urodziłam taką wspaniałą dziewczynkę, ale łatwo nie było.
Łukasz czuje się dobrze, choć w jego życiu tyle się dzieje, że ho ho. Dużo zmian i niespodziewanych przeżyć - ale o tym to może on sam napisze następnym razem.

Ściskamy mocno

Asia, Łukasz i Maja

piątek, kwiecień 15, 2005

Jest Maja!

9 kwietnia, jak juz za pewne wiecie, urodziła nam się Maja. O miesiąc za wcześnie, ale dobrze sobie radzi. Ma niestety zoltaczke i walczy ze zbyt wysokim poziomem bilirubiny. Jutro jedziemy z nia do szpitala i mamy nadzieje uslyszec dobre wiesci. Bardzo sie martwimy.
Przepraszam za malo informacji, ale jestem taka obolala, ze nie moge ani siedziec, ani chodzic zbyt dlugo. Jak dojde do siebie to o wszystkim Wam napisze. Tymczasem pogonie Łukasza, zeby umiescil nowe zdjecia Mai na stronie (specjalnie dla kuzyna Bogdana ;)).

Sciskamy mocno juz we trojke!

Asia, Łukasz i Maja

niedziela, kwiecień 03, 2005

Stało się...

Właściwie nikt do końca nie wierzył, że to się kiedyś stanie. I choć te dwa dni żegnania papieża dały czas na oswojenie się z tą myślą, to i tak wczoraj wieczorem oboje byliśmy w szoku.
Życie zatacza koło, śmierć przeplata się z narodzinami. Pamiętając o wszystkim co dał nam Jan Paweł II, musimy patrzyć w przyszłość. Nie wierzę, żeby nasz papież chciał bysmy długo rozpaczali.
W Bazylei atmosfery żałoby i zadumy próżno szukać, ale nam wystarcza tv i transmisje wszystkich mszy i zgromadzeń z Polski. Jesteśmy teraz bardzo z wami, w domu.

Asia i Łukasz

sobota, kwiecień 02, 2005

Lada dzień?

No moi kochani, Herr Doktor powiedział, że już nie długo! Trochę się oboje zestresowaliśmy, bo w perspektywie mieliśmy cały czas jeszcze jakieś 4 tygodnie czekania, a tu taka niespodzianka... Czekamy. Ja wsłuchuję się w siebie, każdy maleńki skurczyk wywołuje napad paniki, ale póki co maleńka grzecznie sobie siedzi główka w dół i kopie mnie po żebrach.
Dziś przychodzą do mnie miłe koleżanki na tzw. baby shower. Pogadamy o kupkach, pieluszkach i porodach - będzie fajnie, choć pewnie ciszej i spokojniej niż mogłoby być. Oboje z Łukaszem śledzimy wiadomosci o zdrowiu papieża w TV i martwimy się. Smutne to dni, ale w jakiś sposób naprawdę piękne - ludzie na całym świecie są sercem przy papieżu, modlą się. To takie pokrzepiające. Nie jesteśmy jednak obojętni i czuwamy. Smutno jest, ale jakoś tak... uroczyście.
Bardzo bysmy chcieli być teraz w Polsce. Tutaj nie ma tej samej atmosfery. Bazylea to miasto protestanckie. Tylko nagłówki w gazetach potweirdzają to co się właśnie dzieje w Watykanie.

Trzymajmy się.

Asia i Łukasz

P.S. Jak Karol Wojtyła został papieżem to moja Mama była ze mną w ciąży. A teraz ja oczekuję córeczki kiedy on umiera...