środa, listopad 09, 2005

Brukselkowy weekend

W ostatni weekend zrobiliśmy sobie małą przerwę w codzienności i wybraliśmy się do Belgii. Przyjeły nas nasze ulubione Ciszaki (kurcze, ale nam się spodobał ich dom). W sobotę gospodarze zabrali nas do Brukseli. Bardzo ładne miasto. Ta stara, piękna z bardzo ciekawymi uliczkami i zakątkami (zobaczcie zdjęcia z wycieczki) i ta nowoczesna z wielkimi biurowcami. Po długim, owocnym i niezapomnianym spacerze i zakupie pięknej szmacianej lali – Toli dla Mai, przez kilkadziesiąt minut usiłowaliśmy wydostać się z miasta. Wielko, ciasno i ruchliwo. Metropolia.
W niedzielę, już dużo spokojniej, przeszliśmy się po Nivelles.
Koniec końców - spędziliśmy bardzo miłe i treściwe dwa dni z naszymi przyjaciółmi, za co bardzo serdecznie im dziękujemy.
Wieczorem w niedzielę nasz kochany samochodzik dowiózł nas szczęśliwie do domu. Bardzo udany weekend. No i po drodze, w Strassburgu, udało nam się nawet zobaczyć palący się jak holera samochód. Rozruchy.

Minął też pierwszy tydzień Mai w przedszkolu. Malutka przyjęła nowość zupełnie bezproblemowo i chętnie zostaje, żeby bawić się z innymi dziećmi. Nie płacze, jest zadowolona, złote dziecko. Na razie trochę trudno nam się przyzwyczaić do nowego rozkładu dnia. Ciągle w biegu i pośpiechu. Musimy trochę to usprawnić i dotrzeć, żeby spędzać ze sobą jak najwięcej i jak najmilszego czasu. Ale nie o to, nie o to. To dopiero jeden tydzień. Pażywiom – uwidim.

Trzymajcie się i popatrzcie na nowe zdjęcia :)
Łukasz z Asią i Mają